30 kwietnia 2017

Podsumowanie kwietnia + stosik



Kwiecień plecień, bo przeplata... Tak to chyba szło, prawda? Jeżeli chodzi o pogodę, to sprawdza się to idealnie! Było tak w kratkę, podobnie jak z moim czytaniem. Niby miałam sporo wolnego czasu, jednak poświęcałam go na praktyki i.. pisanie pracy magisterskiej, a czasu coraz mniej... Mimo natłoku zadań udało mi się przeczytać aż 6 książek. Jakich? Sprawdźcie poniżej.

W kwietniu przeczytałam (możecie przeczytać recenzję po kliknięciu w tytuł ;) ):

Hit miesiąca: Tutaj mam dylemat. Zarówno "Dziewczyna z daleka", jak i "Czas burzy"osadzone są w czasach II wojny światowej, jednak to powieść M. Knedler jest napisana w sposób, że nie można się od niej oderwać, a losy Nataszy porażają realizmem.

Kit miesiąca: Miejsce to zajmuje (niestety) książka autorstwa Simone Moro - "Misja helikopter". O ile poruszany temat jest bardzo interesujący, to sposób, w jaki himalaista go opisuje powoduje, że miałam ochotę porzucić ją w połowie...

Nadto, na blogu pojawiły się również inne wpisy o:
Jak obiecałam, dzisiaj pokażę Wam również mój dwumiesięczny stosik. Co prawda kilku książek brakuje, jednak i tak udało mi się tego trochę uzbierać ;)


Od góry:
  • John Grisham - "Demaskator" - od wyd. Albatros,
  • Kerry Drewery - "Cela 7"- od wyd. Sonia Draga,
  • Ilona Gołębiowska - "Powrót do starego domu" - od wyd. Muza i Business&Culture,
  • Simone Moro - "Misja helikopter" - od wyd. Agora i portalu Bookhunter.pl,
  • Maria Paszyńska - "Gonitwa chmur" - upolowana w Biedronce ;)
  • Adrian Grzegorzewski - "Czas burzy" - od wyd. Znak Literanova,
  • Peadar O'Guilin - "The Call" - od wyd. Czwarta Strona,
  • Piotr Chmieliński - "Rowerem po Amazonce" - od wyd. Agora
  • Dominik Szczepański, Piotr Tomza - "Nanga Parbat" - z biblioteki
  • Andy Weir - "Marsjanin"- z biblioteki
  • Magdalena Makarowska - "Dieta bikini. Fresh, fast, fit" - od wyd. Feeria Young

A jak Wam minął kwiecień? Co ciekawego czytaliście? Jakie książki pojawiły się na półce? :)

29 kwietnia 2017

Adrian Grzegorzewski - "Czas burzy"



Rok 1943.

Warszawa.
Piotr Ochocki, jeden z Cichociemnych, od jakiegoś czasu przebywa w Warszawie, gdzie razem z innymi wykonuje egzekucje na czołowych przedstawicielach niemieckich władz, które od 1939 roku okupują terytorium RP. Kolejnym celem jest dowódca SS i Policji dystryktu Warszawa Franz Kutschera. Ochocki, działający pod pseudonimem "Tom" ma z pomocą innych żołnierzami Polski Podziemnej rozprawić się z katem. W czasie akcji zostaje kilkakrotnie postrzelony, a wszystko to dzieje się na oczach Swietłany Horodyło, jego ukochanej, którą ostatni raz widział przed wybuchem II wojny światowej. Ich spotkanie w tak dramatycznych okolicznościach to dopiero początek...

Bedryczany.
Po stracie ukochanego Janka, Marta Marciszyn nie może znaleźć miejsca dla siebie, dlatego wraca w rodzinne strony. Wszystko to, co znała i kochała, uległo zniszczeniu, a UPA i ukraińskie oddziały Gestapo wybili większą część ludności. Jej dom został zajęty i jedyną osobą, która może jej pomóc jest stary kościelny, Witalij... Dziewczyna nie wie, że mężczyzna niedawno przeżył jedną z największych tragedii - Jegor i jego kompani zabili jego synów i żonę, chcąc ukarać go za pomoc w ucieczce Piotra i Swiety w 1939 roku. Razem ruszają w poszukiwaniu polskich wojsk, a po drodze postrzegają ogrom rzezi na Wołyniu.

Czy bohaterowie przetrwają wojnę i odnajdą spokój?

25 kwietnia 2017

John Grisham - "Demaskator"

Autor: John Grisham
Tytuł: "Demaskator"
Liczba stron: 416
Premiera: 29 marca 2017
Wydawca: Wydawnictwo Albatros



Sprawiedliwość to wartość, którą większość ludzi ocenia bardzo wysoko, dlatego tak ważne jest by ludzie, którzy ją wymierzają byli nieskazitelni. Właśnie Lacy Stoltz wraz z Hugo Hatchem są pracownikami Komisji Dyscyplinarnej Sędziów, która stoi na straży przestrzegania prawa przez sędziów. Ich głównym zadaniem jest sprawdzanie zasadności skarg wnoszących na poszczególnych orzekających. Gdy zgłasza się do nich były Greg Myers nic nie wskazuje na to, że sprawa, o której im opowiada, faktyczni ma miejsce. Jednak z uwagi na ostrożność i powagę zarzutów względem Claudii McDover, Stoltz i Hatch przyglądają się jej pracy i okolicznościom, jakie zostały wymienione w skardze. Gdy okazuje się, że zarzuty mogą być prawdziwe, atmosfera staje się napięta, a wokół Lacy i Hugo zaczyna robić się gorąco… 

John Grisham – nazwisko, które zna prawdopodobnie znaczna większość ksiązkoholików. Do tej pory na swoim koncie ma 36 powieści, z czego aż 6 dedykowanych dla młodzieży. Z uwagi na niezwykłą atmosferę i ciekawą intrygę, po jego książki chętnie sięgają twórcy filmów. 

Nie wiem czy ktoś mi uwierzy, ale to moje pierwsze spotkanie z tym amerykańskim pisarzem. Aby sięgnąć po jego książki, podobnie jak w przypadku Cobena, musiałam dorosnąć i co najważniejsze – musiałam przekonać się do kryminałów i thrillerów (za co dziękuję R. Mrozowi!). Fabuła jest ciekawie skonstruowana, nie brakuje zwrotów akcji, jednak chwilami akcja toczyła się w iście ślimaczym tempie. Na początku nie potrafiła wgryźć się w powieść, jednak z każdym kolejnym rozdziałem było coraz lepiej i po spotkaniu z informatorem już nie mogłam oderwać się od powieści. Grisham z ogromną precyzją stworzył nie tylko główny wątek, ale również tło, które w tej historii odegrało znaczącą rolę. Akcja nie pędzi jak szalona, chwilami wręcz jest… nudno, jednak trzeba oddać Autorowi, że zakończenie naprawdę dobre, chociaż spodziewałam się większych fajerwerków. Po genialnej końcówce „Już mnie nie oszukasz” Cobena, w „Demaskatorze” doszukiwałam się w każdym niedopowiedzeniu, zagadkowej odpowiedzi drugiego dna, jednak jego po prostu nie było i chyba właśnie tego mi zabrakło. Nie wbiło mnie w fotel, ale nie oznacza to, że mi się nie podobało.

W „Demaskatorze” mamy do czynienia z całą gamą bohaterów. Od stosowanego Michael, przez odważną Lacy, po despotycznego, lecz opiekuńczego Gunthera. Mimo, że pierwsze skrzypce odgrywa Lacy i Hugo, to poznajemy również innych bohaterów, w tym przeszłość tajemniczego Grega Myersa, sędzi Claudii McDover i wielu innych.

Podsumowanie: W „Demaskatorze” Grisham ukazuje historię, która jest do bólu prawdziwa. Korupcja jest ściśle związana z władzą i nie jest to wymysł amerykańskich filmów. Spotkać się z nią można na co dzień i prawdopodobnie niektórzy z nas nawet nie zdają sobie sprawy, że dana osoba może być „umoczona”. Historia Lacy i Huga pokazuje, że nie można przyglądać się jej biernie, lecz trzeba z nią walczyć, chociaż może się to wiązać z niebezpieczeństwem. Jeżeli nie lubicie kryminałów/ thrillerów, w których trup ściele się gęsto, to najnowsza powieść amerykańskiego pisarza jest stworzona właśnie dla Was 😊

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros :)

24 kwietnia 2017

Blogerze, co polecasz? #4 - wyjątkowa książka


23 kwietnia - wyjątkowy dzień dla każdego książkoholika. Otóż wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Data ta została wybrana nieprzypadkowo. Właśnie 23 kwietnia przypada rocznica urodzin takich pisarzy jak William Szekspir, Maurice Druon, Vladimir Nabokov, czy Margit Sandermo, a zmarł m.in.  Miguel de Cervantes (wg kalendarza gregoriańskiego). Święto zostało zapoczątkowane w XX wieku i związane jest z obchodami dnia patrona Katalonii - św. Jerzego. Jak głosi tradycja, w tym dniu kobiety otrzymywały czerwoną różę, która miała symbolizować krew smoka, którego miał pokonać św. Jerzy. Po pewnym czasie panie zaczęły się odwdzięczać obdarowującym poprzez ofiarowanie książki, co skrzętnie wykorzystał hiszpański wydawca Vicent Clavel Andrés, który zapoczątkował obchody tego święta.

W związku z wczorajszym świętem poprosiłam 4 blogerów oraz 1 autorkę, by podzieliły się książkami, które mają dla nich wyjątkowe znaczenie :) Sprawdźcie, co polecają! :)



Są książki, które pozostają w nas na zawsze, do których się wraca. Zajmują one istotne miejsce nie tylko w czytelniczym świecie, ale generalnie w życiu. Mam kilka takich pozycji, które przejęły mnie całą i zostały ze mną.

Na pierwszym miejscu są książki ks. Jana Kaczkowskiego "Życie na pełnej petardzie", "Grunt pod nogami" i "Dasz radę". Czemu tak bardzo się do nich przywiązałam? Z wielu powodów, pięknego i mądrego przedstawienia zagadnień wiary, ogromnego szacunku do każdego człowieka, jaki prezentował autor, jego cudownego poczucia humoru i wielkiej troski o bliźniego, która unosi się z kart. Ksiądz Jan mówił otwarcie, prosto, twardo, ale nie przekreślał nikogo, nie wytykał palcami. Ukazywał Kościół jako miejsce dla każdego, w którym jest zrozumienie, pomoc, siła. Ujęło mnie ogromne człowieczeństwo, jakie prezentował, a którego powinniśmy się uczyć codziennie od nowa. Myślę, że jego książki mogą czytać wszyscy, niekoniecznie tylko wierzący, bo jak sam udowadniał swoim życiem liczy się człowiek, bez względu na wszystko. 

Drugie miejsce zajęły powieści Marii Paszyńskiej i tu po raz kolejny mam problem ze wskazaniem konkretnego tytułu, więc wspomnę o każdym. "Warszawski niebotyk" i "Gonitwa chmur" za niesamowitą aurę lat trzydziestych XX wieku, przewspaniałą drobiazgowość, dbanie o każdy detal, za niezwykłą lekkość pióra i historię, która wciąga bez reszty. "Cień sułtana" natomiast cenię jako klimatyczną opowieść o wschodzie, która pokazuje, że życie nie jest czarno-białe, ale zaskakuje nas co rusz, stawia przed dylematami, sprawia, że weryfikujemy swoje poglądy. Gdybym miała powiedzieć, za co kocham książki mojej ulubionej pisarki, odrzekłabym krótko, za to, że jest czarodziejką słowa, która odmalowuje świat z niezwykłą sobie wrażliwością. 

Trzecia na liście jest biografia "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego. Świetnie napisana, wielowymiarowa opowieść o niezwykłym człowieku, który przełamywał ludzkie ograniczenia i bariery, nie mógł żyć bez gór, realizował swoje marzenia i był głodny wrażeń. To także rzecz o wymagającym i niebezpiecznym zdobywaniu szczytów, odpowiedzialności za drugiego człowieka, samego siebie i podejmowaniu ekstremalnych decyzji. Głęboka, pięknie wydana, z licznymi fotografiami i zapadająca w pamięć.

Ostatnią pozycją jest niedawno wydany album "Świątynie wygnane" Piotra Duraka, który bardzo mnie poruszył. Pozycja obejmująca praktycznie jedynie teksty o charakterze encyklopedycznym oraz dopracowane zdjęcia, a jednak wywołująca wiele emocji, przez nieliczne, osobiste wtrącenia autora oraz poruszenie tematu osamotnionego sacrum, niszczejących świątyń, w których nie rozbrzmiewa już dziś modlitwa, choć Bóg jest tam ogromnie obecny. Dokument o tym, że warto dbać o spuściznę po przodkach, historie zapisane w niszczejących murach i perełki architektoniczne. 


*****



Z przyjemnością przyjęłam zaproszenie Iwony do podzielenia się książką, która dla mnie ma ogromne znaczenie. Tym bardziej, że temat wydawał się całkiem łatwy i przyjemny. Mnie, miłośniczce czytania, nie powinno sprawić problemu wskazanie jednego tytułu, który ma duże znaczenie. Tymczasem okazuje się, że… wcale tak nie jest! Czytam dużo, ale kiedy teraz się nad tym zastanawiam zauważam, że większość książek, nawet tych, które bardzo mi się podobały, kurzą się gdzieś na półkach mojej pamięci. Przeczytałam je i… tyle! Nie wracam do nich, baaa – nawet nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, o czym były. A to oznacza, że dostarczyły mi po prostu rozrywki, być może dały jakieś wskazówki, ale nie wpłynęły na mnie w dużym stopniu. 

Tak naprawdę książek, które miały dla mnie ogromne znaczenie wymienić można kilka (z pewnie kilku tysięcy przeczytanych przez mnie w ciągu całego życia). Pierwszą jest „Sztuka podróżowania” Jacka Pałkiewicza. To nie tylko książka o podróżowaniu, ale także o życiu. O tym, że warto podejmować ryzyko, ale też o tym, że nie wszystko jest dla wszystkich. Bardzo inspirująca, bardzo pouczająca pozycja. Znaczenie ma pewno też fakt, że kupiłam tę książkę na spotkaniu z autorem, który zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, choć przecież część jego wypowiedzi raczej nie uchodzi za zbyt popularne (na przykład stwierdzenie, że kobiety nie zawsze nadają się na ekstremalne wyprawy – ależ to niepolityczne w dzisiejszych czasach!). Jacek Pałkiewicz to człowiek, który wie, czego chce i dąży do realizacji swoich celów. I to tego powinniśmy się od niego uczyć.

Ale są jeszcze i inne książki, które mają dla mnie znaczenie. Co jakiś czas trafiam na taką pozycję, która pojawia się w odpowiednim momencie mojego życia, która wnosi w nie to, czego aktualnie potrzebuję. Część z nich potrzebna jest tylko na chwilę. Część staje się takim drogowskazem, przypominając o tym, co ważne. Do takich pozycji należą książki Katarzyny Enerlich – te, w których codzienność jest magiczna i w których pojawia się pewna pochwała prostego, jak najprostszego życia. Cykl „Prowincja”, „Kwiat Diabelskiej Góry”, „Czas w dom zaklęty” to tylko niektóre tytuły, o których nie potrafię zapomnieć i które pomogły mi zmienić swój stosunek do życia. Bo nie trzeba mieć, ale warto BYĆ. Tego uczę się wciąż od Katarzyny Enerlich, za co bardzo jej dziękuję!


*****



Jedną z książek, które mają dla mnie ogromne znaczenie, jest ta, dzięki której wszystko się zaczęło, czyli „Zmierzch” Stephenie Meyer. Ja wiem, możecie się dziwić, że jak to, taka sobie bajeczka o błyszczących wampirach może mieć ogromne znaczenie? Owszem, jeśli staje się dla ciebie tą książką, która wreszcie uświadamia ci, jaką przyjemnością jest czytanie – że książki można pochłaniać bez opamiętania, zarywać dla nich noce, wydawać na nie niemałe pieniądze i wreszcie pisać o nich. Gdyby nie ona, nie sięgnęłam po wiele innych wartościowych książek, nie miała pokaźniej biblioteczki i nie założyłabym bloga. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób przyznanie się do tego, że lubią „Zmierzch” może być wstydliwe, ale ja nie ukrywam, że zawsze będę darzyła tę historię sentymentem, bo otworzyła przede mną drzwi do świata tysięcy żyć zapisanych na kartkach papieru.

Źródło: empik.pl

*****



Temat niełatwy, bo jak tu nagle, z tej ilości książek, jaką miało się przyjemność przeczytać do tej pory można wybrać tylko jedną, która ma dla mnie ogromne znaczenie. Tym bardziej, że w każdym okresie życia ten wybór może być tak różny, przez pewien czas jedna książka jest najważniejsza, ale później coś ulega zmianie, zmienia się nasze życie, przybywają kolejne tytuły i okazuje się, że inna powieść ma na  nas wpływ, wzbudza emocje silniejsze niż do tej pory. I u mnie zmieniają się te wybory, ale niezmiennie zachwycam się jednym tytułem, który towarzyszy mi od lat.

Podobno istnieją na świecie tacy, co jej nie czytali, ale nawet wśród tych znajdą się osoby, które wiedzą o czym jest to dzieło, ba, potrafią wymienić imiona głównych bohaterów, ponieważ, moi drodzy, mamy tutaj do czynienia z klasyką powieści, która dawno już weszła do kanonu literatury angielskiej, dała nieśmiertelność postaciom w niej opisywanym oraz samej autorce.

Emily Bronte, autorka "Wichrowych Wzgórz" była jedną z córek angielskiego pastora - jej siostry: Charlotte i Anne również pisały i także są doskonale znane miłośnikom powieści. Emily była podobno cichą, nieśmiałą kobietą, pełną rezerwy wobec obcych, ale jednocześnie inteligentną i upartą, żyła zaledwie trzydzieści lat, zmarła w 1848 roku. Zdołała wydać tylko tą powieść, ale ta jedna książka wystarczyła by jej imię zostało zapamiętane na zawsze.
"Wichrowe Wzgórza" to porywająca, wyjątkowa, pełna zagadek i skrajnych uczuć historia dwóch rodzin ziemskich - Earnshaw'ów i Lintonów, opowiedziana z punktu widzenia starej, silnie związanej z bohaterami służącej oraz Lockwooda, dzierżawcy Drozdowego Gniazda.

Główni bohaterowie to Catherine i Heatcliff - ona, córka Earnshaw'a, pełna energii, wesoła, ale przy tym również kapryśna i krnąbrna dziewczyna, on- przygarnięty znajda, Cygan, o tajemniczym pochodzeniu, twardym charakterze i porywczej, niebezpiecznej naturze. Tłem do tej wielopokoleniowej historii  są targane wiatrem wrzosowiska, bagna i surowe, angielskie okolice, po ich ścieżkach biegają nasi bohaterowie i snują się nieszczęsne dusze tych, którzy swój los i swe życie związali z tymi miejscami.

W tej książce są zaklęte emocje tak silne i różne, że trudno wyjść z podziwu, jak ta niepozorna postać, córka pastora, cicha i wycofana kobieta mogła stworzyć historie pełne pasji i uczuć, ludzi, którymi targają zarówno miłość, jak i nienawiść, żądza zemsty i odwetu za poniesione krzywdy czy urazy? Na pierwszy plan wysuwa się nam Heatcliff - nie wiemy o nim zbyt wiele, nie znamy tak naprawdę jego pochodzenia, lecz pewne jest to, że jest to postać nietuzinkowa: przesiąknięty gniewem, porywczy, mściwy, oszalały wręcz na punkcie swej jedynej miłości, co popycha go do czynów strasznych, budzących niezrozumienie i odrazę, a pomimo to jesteśmy w stanie mu współczuć...

Do "Wichrowych Wzgórz" powracam co jakiś czas, za każdym razem porywa mnie tak samo jak wtedy, gdy czytałam ją po raz pierwszy. Jest mi niezbędna do życia. Tymczasem, jeśli jeszcze nie czytaliście, a ciekawi Was historia "Wichrowych Wzgórz", to szczerze Was zachęcam by sięgnąć po tę książkę - pobiegajcie razem z Cathy i Heatcliffem po dzikich wrzosowiskach, upijcie się i pogrążajcie się w smutku z Hindleyem, posłuchajcie zrzędzenia starego Józefa, a nade wszystko, zapoznajcie się z zajmującymi historiami Nelly, ona ma naprawdę dużo do opowiedzenia...
Źródło: empik.pl
*****



Moje ubiegłoroczne odkrycie. Książką Jojo Moyes zainteresowałam się tak naprawdę dopiero w momencie, gdy zaczęło robić się głośno o jej ekranizacji. Byłam ciekawa czy jest warta szumu, jaki wokół niej powstał i teraz mogę przyznać, że tak, była tego warta! Jest to powieść o tak pięknej, choć trudnej miłości, że wciąż zachodzę w głowę, skąd autorka zaczerpnęła inspirację, by coś tak wspaniałego stworzyć i ubrać w niebanalne słowa! W dodatku książka jest napisana tak przyjemnym językiem, z wplecioną odrobiną humoru, że nie sposób się od niej oderwać! Przyznam też, że choć rzadko wzruszam się czytając, mogę wręcz na palcach u jednej ręki policzyć książki, przy których uroniłam łzy, w tym przypadku płakałam jak bóbr, szlochając w poduszkę! Co więcej, przez długi czas nie mogłam zabrać się za czytanie czegoś innego, a przez co najmniej trzy dni chodziłam jak struta, nie wiedząc co się ze mną dzieje – takie wywarła na mnie wrażenie. 
Emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania tej książki były tak silne i intensywne, że śmiało mogę powiedzieć o niej „wyjątkowa”. Potrafi rozbawić, poruszyć, zmusić do myślenia. Zostawia po sobie bardzo wyraźny ślad w pamięci.

Źródło: empik.pl


A jakie Wy wskazalibyście książki? :)

20 kwietnia 2017

Simone Moro - "Misja helikopter"

Autor: Simone Moro
Tytuł: "Misja helikopter"
Liczba stron: 240
Premiera: 25 stycznia 2017
Wydawca: Agora

Wspinanie się na takie szczyty jak Mount Everest, Broad Peak czy Nanga Parbat wymaga od człowieka nienagannego zdrowia, doskonałego przygotowania fizycznego, ogromnej woli walki oraz mocnej psychiki. W przypadku, gdy któryś z tych elementów zawiedzie, osoba znajdująca się w drodze na szczyt znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W takich sytuacjach niezastąpiona może okazać się pomoc innych himalaistów lub specjalistycznego helikoptera. Właśnie takie akcje ratownicze stały się przedmiotem zainteresowania Simone Moro, który dążył ze wszystkich sił, by móc zrealizować swoje marzenie.

Simone Moro – z wykształcenia bibliotekarz, z zamiłowania wspinacz. W jego przypadku pasja wyparła wszystko, dzięki czemu stał się jednym z najbardziej utytułowanym i najpopularniejszych himalaistów na świecie. Drugi człowiek na Ziemi, któremu udało się zdobyć cztery ośmiotysięczniki w zimie (pierwszym był nasz rodak, Jerzy Kukuczka). Nadto przewodnik górski, oficer wojska włoskiego oraz były trener kadry wspinaczki sportowej Włoch. „Misja helikopter” to trzecia książka w jego dorobku. 

Simone Moro od samego początku postawił sobie wysoko poprzeczkę. Nie dość, że jest wzorem dla wielu himalaistów, to pokazuje każdemu z nas, że dzięki konsekwencji i uporowi możemy zrealizować swoje marzenia. Jego pragnieniem było, by któregoś dnia zasiąść za sterami helikoptera. Za sprawą „Misji helikopter” śledzimy losy Moro, który najpierw zdobył licencję, następnie kupił potrzebny sprzęt, śmigłowiec i postanowił uruchomić himalajskie pogotowie ratunkowe. Brzmi niesamowicie, prawda? A przecież wszystko zaczęło się od marzeń…

„Misja helikopter” to 200 stron tekstu, którego uzupełnieniem są fotografie umieszczone na końcu. O ile opisy akcji ratowniczych są bardzo interesujące, chwilami nawet zapierają dech w piersi, tak monologi Moro na temat tego, jak wiele zawdzięcza sam sobie są irytujące. Na początku jego zakrawające o megalomanię uwagi były do zniesienia, jednak im bardziej zbliżałam się do końca, tym bardziej mnie one drażniły. Podobnie było z rozbudowanymi opisami, które niekoniecznie wnosiły coś do historii, jedynie zwiększały objętość książki.

Sam styl pisania Moro jest dość ciężki. Co prawda zdarzały się momenty, kiedy strony praktycznie same się przewracały, a akcja pędziła jak szalona, jednak przez większą część wspomnień himalaisty przebrnęłam z trudem.

Podsumowanie: „Misja helikopter” to pozycja, która z całą pewnością spodoba się osobom zafascynowanym himalaizmem, wspinaniem się i pokonywaniem własnych granic. Jako osoba, która lubi taką tematykę, liczyłam na lekturę zapierającą dech w piersi, jednak się rozczarowałam. Co prawda akcja jest, jednak zabrakło mi emocji, czegoś, co sprawiłoby, że pochłonęłabym ponad 200-stronicową książkę w okamgnieniu. Po lekturze pozostał jedynie niedosyt i nadzieja na to, że ktoś inny podejmie się tego tematu i opisze go w przystępniejszy i ciekawszy sposób.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora oraz portalowi Bookhunter.pl, gdzie również możecie przeczytać moją opinię ---> KLIK

19 kwietnia 2017

200 000 wyświetleń - dziękuję! :)


Kochani!

Niecały rok temu, a dokładnie 3 maja 2016 roku cieszyłam się ze 100 tysięcy wyświetleń. Dzisiaj świętuję kolejną okrągłą liczbę - 200 000. 

Dziękuję Wam za to, że odwiedzacie mojego bloga. Zakładając go w 2013 roku w ogóle nie przewidywałam, że znajdą się osoby, które będą mnie obserwować i czytać to, co napiszę. Zdaję sobie sprawę, że na tyle lat pisania, to niewiele, jednak mnie cieszy każde wejście na moją stronę. Wiem, że jest wiele braków, jednak z czasem postaram się je wyeliminować i co najważniejsze postaram się umieszczać wpisy regularnie. Nawet nie wiecie ile mam w głowie pomysłów, tylko niestety deficyt czasu uniemożliwia mi wprowadzenie ich w życie. 

Jeszcze raz gorąco dziękuję, że jesteście ze mną! :*

15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt Kochani!


Kochani!:)

Z okazji świąt Wielkiej Nocy, chciałabym Wam wszystkim życzyć, by były one zdrowe, radosne, spędzone w gronie rodziny. Aby te święty posłużyły Wam jako czas refleksji nad tym co było i co może się zdarzyć. Poza tym, życzę Wam otwartego umysłu i serca na nadchodzące zmiany oraz wiary w to, że dostaniecie wszystko, czego pragniecie. Niech zmartwychwstały Chrystus wleje w Wasze życie więcej radości, wiary w siebie i swoje umiejętności. 

Wesołych świąt i mokrego Dyngusa!:)


P.S. Wolnych chwil z książką chyba nie muszę Wam życzyć, bo wiem z doświadczenia, że uzależnienie od czytania bierze górę nawet w święta ;)

14 kwietnia 2017

Magdalena Knedler - "Dziewczyna z daleka"

Autor: Magdalena Knedler
Tytuł: "Dziewczyna z daleka"
Liczba stron: 380
Premiera: 15 lutego 2017
Wydawca: Novae Res

Dziewczyna z daleka [Magdalena Knedler]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Milena Rajska to ceniona reporterka i podróżniczka. Po powrocie z Syrii szykuje się do kolejnej wyprawy. Tym razem jej celem jest Workuta, miejscowość położona za kołem podbiegunowym, gdzie w przeszłości funkcjonowało kilkanaście obozów w systemie Gułag. Przed wyjazdem odwiedza babcię, Nataszę Silsterwitz, która w niczym nie przypomina typowej, opiekuńczej i kochanej staruszki. Niespodziewanie w ogródku kobiety znajduje ciało nieprzytomnego mężczyzny, który ma przy sobie jedynie kopertę pełną starych zdjęć oraz srebrną piersiówkę. Na widok tych przedmiotów Natasza przeżywa szok i wie, że po kilkudziesięciu latach dopadły ją demony przeszłości. Co ukrywa staruszka? Co kryje się za murem, którym się otoczyła? Kim jest nieznajomy rudy mężczyzna z ogródka?

Magdalena Knedler to polska pisarka, która zadebiutowała na rynku wydawniczym powieścią „Pan Darcy nie żyje”. Od tamtej chwili autorka regularnie wydaje książki, jednak nie zamyka się na jeden gatunek. Spod jej pióra wyszła trylogia o komisarz Annie Lindholm, a także wcześniej wspomniane „Pan Darcy nie żyje”, „Winda”, świetnie przyjęte „Klamki i dzwonki”, a także opisywana „Dziewczyna z daleka”.

Muszę przyznać, że gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach tę książkę od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Autorka podbiła moje serce powieścią „Klamki i dzwonki”, która mimo niecodziennej formy okazała się być świetną lekturą i byłam ciekawa co tym razem zgotowała Knedler. „Dziewczyna z daleka” zaczyna się niepozornie, dopiero opowiadanie Nataszy zabiera nas w przeszłość, gdzie wspólnie z główną bohaterką przeżywamy jej rozterki. Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i chociaż początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego typu formy (po prostu za nią nie przepadam), tak później musiałam przyznać sama przed sobą, że zabieg ten był strzałem w dziesiątkę. Przeplatanie teraźniejszości ze wspomnieniami Nataszy daje nam spójny obraz całej sytuacji, a także dostarcza odpowiedzi na stawiane przez słuchaczy staruszki pytania. Tempo akcji jest umiarkowane, co nie oznacza, że czytelnik może odczuć znużenie w trakcie lektury, ba wręcz przeciwnie! Opowieść kobiety jest na tyle intrygująca, że nie sposób się oderwać od niej. Mój egzemplarz książki towarzyszył mi w trakcie posiłków, przerw na praktykach, jazdy po mieście tramwajami. Nie potrafiłam się rozstać z powieścią i zacząć czytać jakąś nową. 

Ogromnym plusem są wyraziści bohaterowie. Natasza Silsterwitz wykreowana jest na zrzędliwą staruszkę, która zawsze musi postawić na swoim. Jej wnuczka, Milena Rajska jest ciekawą świata kobietą, która podobnie jak jej babcia lubi mieć ostatnie słowo i pozwala się ot tak zbyć. Pozostałe postaci są ważne, jednak to te dwie kobiety odgrywają pierwszorzędną rolę w tej powieści. Każda z nich stwarza pozory, otacza się grubym murem maskując swoją niepewność uporem i stanowczością, a tak naprawdę obie chcą jednego – pragną być kochane. 

Podsumowanie: Magdalena Knedler nie musi silić się na patetyczny język, by podkreślić wagę opisywanych zdarzeń. Opowiedziana przez nią historia Nataszy Silsterwitz wzbudza wiele emocji, od radości przez smutek aż do nienawiści, a wszystko to przekazane czytelnikom za pomocą prostego, plastycznego języka. Niewątpliwie Magdalena Knedler ma to COŚ, co sprawia, że jej powieści porywają, przenoszą do świata przedstawionego, a zakończenia niejednokrotnie wzburzają skrajne emocje. Takie lektury mogłabym czytać nieustannie. Jeżeli nie czytaliście tej powieści, to nie zastanawiajcie się, tylko po nią sięgnijcie. Wierzcie mi, nie pożałujecie tej decyzji :)

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res oraz portalowi Bookhunter.pl, gdzie możecie przeczytać moją recenzję --> KLIK

9 kwietnia 2017

Natalia Sońska - "Kropla zazdrości, morze miłości"

Autor: Natalia Sońska
Tytuł: "Kropla zazdrości, morze miłości"
Liczba stron: 368
Premiera: 15 marca 2017
Wydawca: Czwarta Strona

Kropla zazdrości, morze miłości [Natalia Sońska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Kindze zawalił się świat. Kobieta nie może uporać się z tragedią, a Hania, która nieustannie ją wspiera, nie wie jak pomóc przyjaciółce. Sama również zmaga się z problemami w związku spowodowanych brakiem czasu, pracą oraz… zazdrością. Po pewnym czasie Kinga wraca do pracy, gdzie czeka ją niemałe wyzwanie – dostaje awans i zajmuje miejsce Marty i przez przypadek na jednej z imprez branżowych wpada na trop przekrętu. W rozwiązaniu zagadki pomaga jej Mira, jednak nie tylko to zaprząta głowę kobiety. Tym razem to właśnie ona musi stanąć na wysokości zadania i być wsparciem dla przyjaciółki, której nie potrafi odnaleźć się w plątaninie uczuć. 

Natalia Sońska to młoda, 23-letnia studentka prawa, której debiut literacki „Garść pierników, szczypta miłości” ujrzał światło dziennie w listopadzie 2015 roku. Do tej pory autorka wydała „Mniej złości, więcej miłości”, „Obudź się Kopciuszku”, "Kroplę zazdrości, morze miłości”, a w przygotowaniu jest powieść napisana wspólnie z Agatą Przybyłek „Przyjaciółki”.

„Kropla zazdrości, morze miłości” jest bezpośrednią kontynuacją losów Kingi z „Mniej złości, więcej miłości”. Tym razem powieść nie skupia się na jednej bohaterce, a w centrum zdarzeń znajdują się Hania doskonale znana z „Garści pierników, szczypty miłości” oraz Kinga. Każda z nich znalazła się na zakręcie życia, zmaga się z przeciwnościami losu, jednak nawet w takich chwilach mogą liczyć na wsparcie przyjaciółki. Natalia Sońska po raz kolejny podkreśla, jak ważna jest przyjaźń, która przetrzyma wszystko, nawet najtrudniejszą próbę.  Poza świetnym wątkiem obyczajowym, mamy również pewną sprawę kryminalną, której rozwiązanie było dla mnie dość dużym zaskoczeniem. Po „Mniej złości, więcej miłości” miałam nadzieję, że pojawi się taki wątek sensacyjny, ponieważ wnosił do powieści odrobinę dynamizmu i kolorytu.


Oczywiście największą zaletą powieścią są kreacje bohaterów. Każdy z nich jest wyjątkowy, niepowtarzalny i zapisuje się w pamięci na długo. Podobnie jak w poprzedniej części, nie mogłam się nadziwić jak wiele energii drzemie w Kindze.. Mimo, że na samym początku zmagała się z depresją i jej apatia była niemalże wyczuwalna, tak później powróciła stara dobra Kinga – wygadana, wścibska i odważna. Nie sposób jej nie lubić, chciałabym mieć w niej przyjaciółkę. Hania, jej bratnia dusza, nie przypadła mi za bardzo do gustu. Jest sympatyczną kobietą, z głową pełną pomysłów, jednak chwilami jej zachowanie było takie irracjonalne i infantylne… O ile w „Garści pierników, szczypcie miłości” nie miałam jej nic do zarzucenia, tak w tej części wypada dość.. blado przy żywiołowej Kindze. Pozostali bohaterowie również coś wnoszą do fabuły, dzięki czemu dostajemy barwną i przyjemną w odbiorze powieść. Ponownie spotkamy Mirę, Marcela, Kamila, Wiktora, Marka i nawet bliżej poznamy niedostępnego prezesa Malczewskiego ;)

Podsumowanie: „Kropla zazdrości, morze miłości” jest idealnym zakończeniem cyklu. Wszystkie wątki łączą się tworząc zgrabną całość, dzięki czemu czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie mogę uwierzyć, że to moje ostatnie spotkanie z Kingą, będzie mi jej brakować. Coś czuję, że niejednokrotnie będę powracać do tych książek, by jeszcze raz przeżyć przygody z Kingą i Mirą.  Tym, którzy już czytali prozę Sońskiej, gorąco ją polecam, myślę, że się nie rozczarujecie. 

6 kwietnia 2017

Premiery miesiąca, czyli co nowego w kinie? - kwiecień '17


Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata :) Różnie bywa z pogodą i w ponure, deszczowe popołudnie warto wybrać się do kina. Co ciekawego będzie można obejrzeć na dużym ekranie? Sprawdźcie!

7 kwietnia
"Małżeńskie porachunki"
Scenariusz i reżyseria: Ole Bornedal
Gatunek: Komedia kryminalna
Premiera światowa: 12 stycznia 2017
W rolach głównych: Nicolas Bro (Ib), Ulrich Thomsen (Edward), Mia Lyhne (Gritt), Lene Maria Christensen (Ingrid), Maciej Dorociński (Igor Ladpolny)
Opis: Ib i Edward mają już dość swoich żon oraz dotychczasowego życia i chętnie zakosztowaliby na nowo swobody. Przy kieliszku snują misterny plan, a potem wynajmują płatnego zabójcę, który ma im pomóc odzyskać wolność. Dużo oszczędniej jest zatrudnić mordercę na zlecenie, niż rozwieść się po kilkunastu latach małżeństwa! Przyjaciele nie doceniają jednak swoich żon i nieoczekiwanie to oni muszą zacząć obawiać się o swoje życie. 

Zwiastun:


"Carrie Pilby"
Reżyseria: Susan Johnson
Scenariusz: Kara Holden
Gatunek: Komedia
Premiera światowa: 29 marca 2017
Na podstawie powieści Caren Lissner "Carrie Pilby. Nieznośnie genialna"
W rolach głównych:
Bel Powey (Carrie Pilby), Vanessa Bayer (Tara), Colin O'Donoghue (profesor Harrison), William Moseley (Cy), Jason Ritter (Matt), Gabriel Byrne (Pan Pilby), Nathan Lane (dr Petrov)
Opis: Carrie Pilby (Bel Powley) to 19-letnia nowojorka i świeżo upieczona absolwentka Harvardu. Młoda dziewczyna obarczona niezwykłą inteligencją, niezłomną moralnością i poczuciem wyższości ma wrażenie, że jest ostatnią normalną osobą żyjącą w świecie napędzanym przez seks i hipokryzję. W rezultacie daje się poznać jako alienatka pozbawiona przyjaciół, bez szansy na randkę czy znalezienie pracy. Za radą terapeuty Carrie przygotowuje listę 6 celów do zrealizowania przed nowym rokiem. Wbrew sile niezłomnego charakteru i przekonaniu o własnych racjach, dziewczyna ulega stopniowej zmianie, przystosowując się do świata, którym gardziła, z przekonaniem, że nigdy nie zechce być jego częścią. 

Zwiastun:


21 kwietnia
"Klient"
Scenariusz i reżyseria: Asghar Farhadi
Gatunek: Dramat
Premiera światowa: 31 sierpnia 2016
W rolach głównych: Shahab Hosseini (Emad Etesami), Taraneh Alidoosti (Rana Etasami)
Opis: Dobry film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. Farhadi, twórca cenionego "Rozstania", wziął sobie do serca radę Hitchcocka i dokładnie taki jest jego najnowszy tytuł. Naprawdę zaczyna się od trzęsienia ziemi. 
W pierwszej scenie młode małżeństwo budzi się w środku nocy w swoim mieszkaniu w Teheranie, cały dom się trzęsie. Bohaterowie muszą się w pośpiechu ewakuować. W wyniku dramatycznego, nieprzewidywalnego rozwoju akcji ich postawy zostają wystawione na próbę. Napięcie, jakie osiąga Farhadi w finałowych minutach filmu, jest trudne do zniesienia. 

Zwiastun:


"Dzieciak rządzi"
Reżyseria: Tom McGrath
Scenariusz: Michael McCullers
Gatunek: Animacja, Komedia
Premiera światowa: 10 marca 2017 
Opis: Pewnego dnia w życiu siedmioletniego Tima pojawia się młodszy braciszek. Tim natychmiast zdaje sobie sprawę, że ubrany w garnitur, noszący teczkę i zachowujący się jak rasowy biznesmen dzieciak jest zagrożeniem dla jego niezachwianej dotąd pozycji w rodzinnym domu. Gdy Tim postanawia odzyskać utraconą pozycję, natrafia na trop tajemnego spisku, który może zmienić równowagę sił na świecie. Przekonuje się przy tym, że kluczem do tajemnicy jest jego młodszy brat.  Rywale muszą zapomnieć o dzielących ich różnicach, ocalić rodziców, przywrócić porządek na świecie i udowodnić, że więzy rodzinne są siłą, której nic nie jest w stanie pokonać.

Zwiastun:


"Szybcy i wściekli 8"
Reżyseria: F. Gary Gray
Scenariusz: Chris Morgan
Produkcja: Akcja
Premiera światowa: 6 kwietnia 2017
W rolach głównych: Vin Diesel (Dominic Toretto), Dwayne Johnson (Luke Hobbs), Jason Statham (Deckard Shaw), Michelle Rodriguez (Lettie Toretto), Tyrese Gibson (Roman Pearce), Ludacris (Tej Parker)
Opis: Dom i Letty cieszą się swym miesiącem miodowym, Brian i Mia wycofali się z gry, a reszcie ekipy udało się znaleźć oczyszczającą namiastkę normalnego życia. To właśnie wtedy pojawia się ona. Tajemnicza kobieta (Charlize Theron), która wciąga Doma w niebezpieczny świat, z którego nie ma ucieczki. Dom zdradzi najbliższych. Wszystkich czeka czas pełen prób i testów, jakich nie widzieliśmy dotąd w kinie. Od wybrzeży Kuby przez ulice Nowego Jorku po lody arktycznego morza Barentsa – „Szybcy i wściekli” przemierzą świat, by powstrzymać zło i chaos. I uratować tego, który uczynił ich rodziną. 

Zwiastun:



Tylko te 5 filmów wpadło mi w oko, jednak najbardziej chciałabym pooglądać "Szybkich i wściekłych 8", chociaż bez Paula Walkera to nie będzie to samo... A Wy na co czekacie?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.